"Pieniądz wszystko wprawia w ruch", czyli lakoniczna praca dyplomowa

We wtorek, 21 maja Polska Agencja Prasowa zachęcała: "do przygotowania krótkiego tekstu w wybranej formie – własnych przemyśleń, artykułu, relacji czy streszczenia dotyczącego wybranego tematu gospodarczego na podstawie wiedzy zdobytej w czasie projektu. Tekst powinien zawierać ok. 350 słów" (ok.2,5 tys. znaków). Przesłać należało go elektronicznie, a zatytułować: "Praca dyplomowa PAPII".

Trzy  dni później kurier przyniósł mi "Złoty Certyfikat  2 edycji Prasowej Akademii Pieniądza". Zdałem za pierwszym razem. Dostarczony dyplom zwieńczał  trwające 11 miesięcy szkolenie dla dziennikarzy. Początkowo, chęć uczestnictwa w nim (rejestracja) wyraziło 171 osób. Program obejmował 10 wykładów z testami na platformie e-learningowej pap21.pl oraz udział w jednym z siedmiu warsztatów stacjonarnych.  

Spośród 63 osób, które przystąpiły na koniec do rozwiązywania testów, w pierwszym podejściu wszystkie sprawdziany zaliczyło ośmiu uczestników. Ponadto -z "poprawką" - szkolenie pozytywnie ukończyło kolejne 20  osób.

Organizatorzy projektu-Polska Agencja Prasowa (PAP) oraz Narodowy Bank Polski (NBP)- informowali również o  opublikowaniu dla drugiej edycji  akademii: 10 materiałów wideo (nawiązujących do tematów szkoleń), 30 wypowiedzi autorów wykładów, przeszło 30 wiadomości o projekcie, jak również ponad 30 newsletterów. Materiały warsztatowe oraz wykłady przygotowali naukowcy ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, w tym - przede wszystkim - dr Leszek Mosiejko oraz redaktorzy PAP. Nie podano kosztów. 

Cytaty za długie

"Dziennikarstwo jest sztuką wyboru, w tym hierarchii tematów oraz sztuką skrótu" - przekonywał  Maciej Danielewicz- wieloletni dziennikarz ekonomiczny PAP podczas "Prasowej Akademii Pieniądza- edycja 2018",. Argumentował, że : "z wielu faktów rzeczywistości dziennikarz powinien wybrać te najistotniejsze dla opisywanej sprawy i podać je odbiorcy w odpowiednim porządku i w możliwie maksymalnie syntetycznej formie". Pięknie. Będąc współpracownikiem pewnej gazety słyszałem: "interesują nas tylko inwestycje, których jednostkowa wartość przekracza 50 mln euro". Jak się zachować przy 48 mln euro? W tym świetle należy więc przede wszystkim  widzieć, co może zainteresować redakcję. Zastanowić się także wypada, nad tym do kogo materiał będzie kierowany  i gdzie ma się ukazać. "Syntetyczność" - inaczej niż w depeszy- nie jest najważniejsza dla miesięcznika, czy kwartalnika. W tym wypadku, głównie będzie się liczyć unikatowość treści- lub formy-  oraz wiarygodność, rzetelność przekazu.

Ta druga cecha powinna być obligatoryjna dla materiału prasowego.  Red. Danielewicz zdawał się jednak nie podzielać ostatniego  poglądu. Utrzymywał, że adeptowi dziennikarstwa przełożony zarzucać może m.in. to, że: "cytaty są za długie" i zalecać: "zamiast dwóch kolejnych podobnych do siebie zdań wybierz np. połowę pierwszego zdania (...)".  O ewentualnych zarzutach wyrwania czegoś z kontekstu, czy konsekwencjach sprostowań nie wspominał. Nie nawiązywał również do prawa prasowego (Dz.U.2018.0.1914 t.j. ), ani do obowiązku autoryzacji (Rozdział 2 wzmiankowanej ustawy). No cóż, do pół-zdaniowych cytatów mnie nie przekonał, ale lapidarność, zwięzłość z pewnością się  przyda.

"Telewizja pokazała, a uczeni podchwycili"

Cytat z utworu Jacka Kleyffa oddaje chyba zwyczajowy sposób pozyskiwania wiedzy przez Polaków. Przydatności wiadomości zawartych w wykładach "Prasowej Akademii Pieniądza" szukam więc w  telewizji. Przykładowo, tego dnia, istotną wiadomością jest kwesta na operację kręgosłupa 9. letniej dziewczynki. Potrzeba ok. 3 mln zł. Państwo polskie ich nie ma. Obywatele? - Owszem. Ile warte jest życie i dlaczego dziecko musi udać się do USA? Jak w tv powiedziano, oprócz pieniędzy brakuje w Polsce wiedzy medycznej dla przeprowadzenia skomplikowanej operacji niezbędnej w tym przypadku. To nieuctwo budzi kompleksy. Jednocześnie jednak powstaje przekonanie, że pieniądz zwiększa odwagę,  zwłaszcza w USA.

Inny "pieniężny" , bieżący temat telewizji, to przekazywanie przez miliarderów połowy swego majątku na cele charytatywne. W tych przypadkach, bardzo użyteczna jest wiedza z wykładu prof. Przemysława Śleszyńskiego (PAN) pt. "Demografia jako wyzwanie dla Polski i świata" . Prof. Śleszyński w kontekście gospodarczym odniósł się zarówno do przeludnienia, migracji i wyludniania się danych terenów. Jako jedyny wśród wykładowców, poddawał w wątpliwość niektóre dane GUS (niedoszacowanie  prognozy skali depopulacji, co- zdaniem uczonego-ma powodować zawyżenie dzietności ogólnej ) i dowodził, że może to budować fałszywy obraz  liczebności obywateli naszego kraju w 2050 r.  Naukowy krytycyzm wobec oficjalnych danych to cenne tworzywo dla dziennikarza. Szkoda jednak, że nie ma szans na połączenie charytatywności któregokolwiek z miliarderów z kosztami terapii niezbędnej choremu, polskiemu dziecku. 

Demokracja klejona pieniądzem?

Zachętę do uczestnictwa w "Prasowej Akademii Pieniądza" dostarczył też prof. Marcin Król - filozof i historyk idei . W TVN 24 powiedział: „jeśli chce się kogoś uwieść, to trzeba mieć seksapil albo pieniądze”. Przypominając sobie słowa red. Danielewicza, o "sztuce wyboru" jakim jest dziennikarstwo, dochodzę do wniosku, że wiedza o pieniądzu (a jeszcze lepiej posiadanie funduszy) znacząco ułatwi osiągnięcia mistrzostwa w moim zawodzie. 
 Prof. Król komentował wyniki wyborów do euro-parlamentu. Stwierdził, m.in. że obecnie "przeżywamy zmierzch demokracji proceduralnej". "Demokracja, to jest wspólnota"- mówił. -"Powstaje ona wtedy, gdy ludzie mają poczucie, że wspólnie mogą coś zdziałać dla siebie". 

Profesor tłumaczył kwestie rozpadu, zmierzchu a ja szukałem impulsu dla procesu przeciwnego. I znowu pomyślałem o dziewczynce i pieniądzach, które w szczytnym celu (szkoda, że w nieszczęściu) łączą ludzi. 

Marcin Król wieszczy trudne czasy dla inteligentów. Jego zdaniem- czeka nas chaos. Zwiastun tych słów  ja widzę... w pieniądzach, dokładniej, miesięcznej płacy minimalnej brutto w 2020 r. Związkowcy proponują 2720 zł (wzrost o  12 proc.). Rząd utrzymuje, że powinno to być  2450 zł (wzrost o blisko 9 proc.), a pracodawcy gotowi są zaakceptować kwotę 2387,25 zł. Uzasadnienia? Rząd i związki zawodowe na pierwszy plan wysuwają tezę o tym, że płaca minimalna powinna stanowić 50 proc. średniej krajowej miesięcznej pensji. Dlaczego rezultat ich wyliczeń nie jest identyczny? Trudno powiedzieć. 

Pracodawcy ignorują wskaźnik "średnie wynagrodzenie". Jeremi Mordasewicz, z  Konfederacji Lewiatan, podkreśla, że "skoro produktywność ma wzrosnąć w przyszłym roku realnie o 3,7 proc., a inflacja ma wynieść 2,4 proc., to wzrost wynagrodzeń, w tym płacy minimalnej oraz płac w państwowej sferze budżetowej, nie powinien przekraczać 6,1 proc.".  Kto ma rację? Nie wiem. Dr Leszek Mosiejko w wykładzie "Państwo a gospodarka"  o tym nie mówił. Może w kolejnej edycji akademii?

Podsumowanie

Praca liczy  7247 znaków, co -jak na tekst dyplomowy- jest mniej niż minimum. Jej podstawowym celem było ukazanie przydatności wiedzy uzyskanej z uczestnictwa w projekcie szkoleniowym zorganizowanym przez PAP i NBP. W tytule wykorzystałem słowa z filmu "Kabaret" Boba Fosse. 


Piotr Górski
 

POBIERZ MATERIAŁ I PUBLIKUJ ZA DARMO