Dr Maszczyk: państwo jak bóg Janus

W stosunku do przedsiębiorców państwo jest trochę jak bóg Janus - ma dwa albo trzy oblicza. Jedno dla dużych zachodnich inwestorów, a drugie dla małych przedsiębiorstw. Dobrze by było, gdyby przyjazne oblicze było skierowane do wszystkich – uważa dr Piotr Maszczyk. 

Z wykładowcą SGH i autorem wykładu Prasowej Akademii Pieniądza XXI rozmawialiśmy o roli państwa w gospodarce i metodach oddziaływania na rynki. Obecnie trwa druga edycja bezpłatnego szkolenia dla dziennikarzy zainteresowanych ekonomia i gospodarką. Więcej: www.pap21.pl

Ekonomiści od lat dyskutują nt. równowagi pomiędzy sektorem prywatnym, a wolnością rynku. Czy doszliśmy do jakiegoś modelowego rozwiązania, które sprawdza się w większości krajów?

Dr Piotr Maszczyk: Nie ma jednego wzoru relacji między rynkiem a państwem, ponieważ wszystko zależy od tego, jaki zakres ingerencji państwa w gospodarkę jest akceptowany przez przedsiębiorstwa, gospodarstwa domowe, a więc ogólnie mówiąc przez ludzi. Zupełnie inny zakres takiej ingerencji będzie w krajach skandynawskich, np. mierzony udziałem dochodów podatkowych w PKB, a zupełnie inny w Irlandii czy w USA. 

Trzeba wypracowywać takie rozwiązania dla każdego kraju indywidualnie, sprawdzając, jaka skala ingerencji cieszy się aprobatą, a jaka jest nieakceptowalna. To oczywiście będzie oznaczało, że zakres tej ingerencji będzie korzystny dla większości społeczeństwa, bo część osób nie będzie akceptować danych rozwiązań. 

Na przykład to, że w Niemczech są stosunkowo wysokie pensje i bezpieczeństwo pracy wynika z faktu, iż proces negocjacji płacowych jest tam przeniesiony na poziom ponadindywidualny. To oznacza, że średnie płace są wyższe. Ale to też oznacza, że najlepsi nie zarobią tyle, ile mogliby zarobić, gdyby negocjowali swoje pensje indywidualnie. Dlatego Niemcy wyjeżdżają np. do Wielkiej Brytanii czy USA. Dla niektórych jednostek to nie będzie korzystne, ale właśnie ważne jest to, co jest korzystne dla większości społeczeństwa i dla całej gospodarki. 

Wśród przedsiębiorców od lat panuje przekonanie, że państwo nie do końca jest ich partnerem. Skąd takie podejście i w jaki sposób państwo powinno współpracować z biznesem?

P.M.: Jeżeli przychodzi duża firma, która mówi, że chce otworzyć fabrykę w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, to państwo rozściela przed nią czerwony dywan, tworzy rozwiązania, które mają przyciągnąć inwestycję. I bardzo dobrze, że się tak dzieje. Efekty mnożnikowe, tzw. spill over związane z taką inwestycją, uzasadniają tego typu traktowanie. Natomiast dobrze by było, gdyby państwo tą samą przyjazną twarz okazywało też małym i średnim przedsiębiorstwom. 

Innym przykładem mogą być kontrole urzędów skarbowych. Zdarza się, że urzędnik nie idzie do firmy, gdzie skala nieprawidłowości może być większa, ale będzie to znacznie trudniej wykazać, bo czeka go wcześniej batalia z całym zastępem dobrze opłacanych prawników. Kontroler prędzej pójdzie tam, gdzie skala nadużyć jest mniejsza, gdzie środki publiczne są narażone w niewielkim stopniu, ale co będzie łatwiej udowodnić. I to jest właśnie problem, że państwo nie ma w stosunku do przedsiębiorców jednej twarzy. Jest trochę jak bóg Janus - ma dwa albo trzy nawet oblicza – jedno dla dużych zachodnich inwestorów, bardzo przyjazne, a drugie dla małych polskich przedsiębiorstw. Dobrze by było, gdyby to przyjazne oblicze było skierowane do wszystkich.
 

POBIERZ MATERIAŁ I PUBLIKUJ ZA DARMO